...i ten ułamek sekundy trwający cały milion wieków, gdy położył swoją rękę na mojej. Poczułam ciepło. Niesamowite. Rozprzestrzeniło się z wierzchu dłoni, prowadzać ku przedramieniu, tułowiu... Dotarło do wszystkich narządów, a później w górę, aortą do lewej komory. Szybkim rytmem przelało się w dół, docierając do koniuszków palców. Ten czuły ton: "dwójka", zawirował w mej głowie, a serce mocniej zabiło. Paraliż *no jedz, kurna! - nie mogę*. Musiałam. Do licha, musiałam. Zamiast na drogę popatrzyłam na niego. Oblana rumieńcem, uśmiechem. Jego wytrzeszcz oczu na przednią szybę nie pokrył się z moim wzrokiem. Poczułam się odtrącona. Na chwilę. Zredukowałam bieg, wcisnęłam hamulec, trzymałam sprzęgło. Potem płynnie z jedynki na dwójkę. 30 sekund milczenia. 30 sekund kołatania w sercu. 30 sekund 30589512895281 myśli. 30 sekund na wstrzymanie oddechu. 30 sekund na pobladnięcie. 30 sekund na ciszę. Jechaliśmy.... długą prostą przed siebie. Po pagórkach i dolinach, w pełnym słońcu, śmiejąc się, że kałuże na polach przypominają pola ryżowe...
Od okresu świątecznego jest wszystko na pozór pięknie. Żołądek tak bardzo mi się skurczył, że nie mogę patrzeć na jedzenie! Martwi mnie to,bo nie to było moim celem! Chcę utrzymać wagę, ale wrócić do zdrowia! Nie chodzi o blokadę psychiczną, ale po prostu nie mam miejsca na jedzenie! :(((
Jutro zamierzam zabukować wizytę u ginekologa, o ile czas pozwoli, o ile nie ucieknę... :(